sobota, kwietnia 13, 2019

Stary Kisielin 2019. - sobota i niedziela 06/07 kwietnia

Budzimy sie. Ja robię szybko śniadanie. Obowiązkowo kawa. Pakujemy rzeczy i jedziemy na tor. Od 8 jest szkolenie a później zaczynają jeździć poszczególne grupy. Uczestnicy podzieleni są na 4 grupy z czego C i D to grupy amatorskie (ja chyba musiałabym mieć grupę E). Oni bardziej się uczą, wykonują ćwiczenia jakie zleca im Mirek Bożek. natomiast grupy B i A to grupy, dla których dzień zakończy się wysięgiem. Grupa A to prawie grupa profeszional. Oni jeżdżą już któryś sezon i są
lepsi.

 Tor się budzi

obserwatorzy, uczestnicy
Ale jak na razie to tor sie budzi. Mirek oprowadza jednych po torze a reszta zaczyna się zbierać. Ja ustawiam sobie aparat, bo słonce poranne jest inne niż wczorajsze popołudniowe.
 Chodzę po terenie robię zdjecia, później wchodzę na padok, tam Mirek pokazuje mi gdzie mogę stać i pstrykać zdjęcia i jakie zasady z udostępnianiem. zapewniam, ze nie wejdę w drogę zawodowemu fotografowi, ze raczej interesują mnie "zaskakujace ujęcia"





Zdjecia różne, z padoku, toru i inne
Sesje na torze trwały dla każdej grupy trwały 20 minut. Pierwsze jazdy były rozgrzewające i przyzwyczajające do toru, ułożenia zakrętów. Sam tor jest ciekawy, bo nie dosc, ze różnica poziomów na długich odcinkach to i na zakrętach. Grupa B i A najpierw miała dwa przejazdy wolne a od 11.20 zaczęły się pierwsze a później drugie kwalifikacje. I to one powodowały, z jakiej pozycji dany motocyklista startował. Po obiedzie mieli jeden próbny start a o godzinie 15.20 startowała grupa B  a później A.
Ja w międzyczasie chodziłam i robiłam zdjęcia z różnych ujęć i różnych miejsc.






Duszan...w kombinezonie i klapach
A później sobie kółeczkowałam. Nie ma siły - muszę poćwiczyć start i zakręty, bo robię je, jakbym gęsi zaganiała. Ale w końcu jeździłam trzeci raz w życiu.



zaraz mnie pies obszczeka
W niedziele nawet przez wąską bramę przejeżdżałam, bo przymknęli mi lekko teren, gdzie parkowały gokarty. Ech...człowieka spotykają w życiu same przeszkody.
Aaaa i jeszcze co chwilę mnie pies atakował, bo się denerwował, ze mu warczę motocyklem :) a on sobie chciał drzemkę uskutecznić.

naprawianie pługa - trytytki rządzą
Młody szedł jak szpak w czereśnie
(Damian mi tu podpowiada, ze mam wszystko opisać - no to się popłakałam, bo mnie zirytował, a zawsze reaguję płaczem. Jednak woda w oczach bardzo skutecznie dyscyplinuje mężczyzn. Byle nie za często ją odkręcać)
Sam wyścig był dość ciekawym doświadczeniem. Damian startował z czwartej pozycji, prosił, abym mu zdjęcie zrobiła, a ja poszłam krok dalej i nawet film nakręciłam. Ot, taka premia uznaniowa. Niech ma. Ale nie powiem...emocje mną targały i palce miałam skrzyżowane. W rezultacie wyścig ukończył na 5 miejscu. Jego pierwszy wyścig. Brawo.
 oczekiwanie na start

Wyścig
 prawie jak zwyciezca
 koniki
Niedziela upłynęła podobnie. No może bardziej leniwie i Damian dopiero przy drugim biegu zorientował się, ze jeździ wolniej. Niedziela była też dniem wywrotek, kilku motocyklistów zaliczyło szlifa na torze. Ale już niedzielny wyścig był o wiele bardziej zaciekły. Tym razem z siódmej pozycji (to lenistwo) i świadomość popełnianych w sobotę błędów. I walka: zacięta, bezpardonowa, ale i uczciwa. Bo po skończonym wyścigu gratulowali sobie rywalizacji. I przecież na tym to polega.
Niedzielne popołudnie i wieczór to pakowanie sie i powrót do domu.Zmęczenie dawało znac o sobie, a i pogoda się zmieniała. Całą sobotę i niedziele mieliśmy piękną słoneczna pogodę i dość wysoką temperaturę. Jednak po południu zaczęła spadac i Katowice przywitały nas chłodem.

Wrażenia po wjeździe... na pewno nowe doświadczenia, nowe znajomości ale i przekonanie się, ze można realizować swoje pasje. Zatem do kolejnego wspólnego wyjazdu.

A więcej zdjęć z weekendu w Starym Kisielinie -  jak zwykłe na dysku Google

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 road 4 two , Blogger