poniedziałek, lipca 29, 2019

Radom 2019r. Wyjazd na tor - lipiec.

Radom 2019r. Wyjazd na tor - lipiec.
Uporałam się z zapisem wyjazdu do Kisielina, zatem czas na Radom.
Odstęp miedzy wyjazdami wynosił miesiąc, w sam raz, aby przeanalizować poprzedni i przygotować się do kolejnego. To juz był czas lipcowy, wiec spokojnie mogłam przygotować wszystkie potrzebne rzeczy na wyjazd.
- Właśnie zauważyłam, ze jakoś nigdy nie piszę, co zabieramy ze sobą. Czas to nadrobić. Ale to później-
Damian wykupił cały weekend, pracuje na punkty, wiec dla niego każdy wyścig cos znaczy. Ja tylko jeden dzień - drugi mogłam spokojnie poświecić na robieniu zdjęć. Jechaliśmy sami - znajomi mieli do nas dołaczyc w sobotę rano.
Jechaliśmy sobie Kangurkiem ciągnąc za sobą przyczepę, a na niej dwie Ninje. Zatrzymaliśmy się na trasie na kawę, ja swoja wylałam - nie wiem jak. Ale co tam...uczyłam się posługiwania nowym aparatem (pożyczonym) z teleobiektywem. A ponieważ podchodziłam ambicjonalnie - ustawiałam co chwile ISO, przesłonę i czas naświetlania. W końcu muszę nauczyć się posługiwać ustawieniami manualnymi.
Tor w Radomiu jest praktycznie w mieście, zatem noclegów tez szukałam w miarę blisko. Znalazłam je w dość sympatycznym miejscu Pod wieżą. Koszt od osoby - 45 złotych za noc. Czysto, wręcz sterylnie czysto, kuchnia w pełni wyposażona - czegóż chcieć więcej? Są to noclegi pracownicze, ale właściciel bardzo pilnuje, aby nie zniszczono mu opinii. My byliśmy bardzo zadowoleni.
Sam tor to precelek. Tzn tak go nazwaliśmy, bo z góry przypomina precelek.Ale przez to dla mnie był wspaniałym torem. Znowu grupa D, znowu ćwiczenia. Mam jechać bokiem na moto..za żadne skarby świata. Nie wsiądę, ale przede wszystkim - nie utrzymam, gdy będę zsiadała. Jednak jest to zadanie dla mnie do nauczenia się.
ludzikowe kaski
Tym razem ja jestem już po Trzyincu, już przestaję sie bać innych uczestników. Nawet wyprzedzam i wchodzę pod łokieć. Mam też aplikację, która liczy mi szybkość okrążeń i o dziwo - każde kolejen jadę szybciej. Sama nawet czuję, ze zaczynam nie tylko pochylać moto, ale powoli schodzić półdupkiem. Nie zwisam, ale już powoli, powoli... Jest progres.
Drugi dzień, to bieganie po torze i fotografowanie. Ale to już opisałam we wpisie: Zdjecia i filmy. Czyli jak to jest żyć z motocyklistą

Mirek, pozujący do zdjecia

kawaleria

środa, lipca 24, 2019

Zdjecia i filmy. Czyli jak to jest mieszkać z motocyklistą. cz.III

Zdjecia i filmy. Czyli jak to jest mieszkać z motocyklistą. cz.III
Dziś zostałam przywołana do porządku, ustawiona do pionu, ze nic nie piszę. Dodatkowo fcb przypomniał mi, ze zaniedbuję swoich obserwatorów. Zatem poprawiam się i dokonuję wpisu. Czeka mnie jeszcze relacja z wyjazdu na tor w Radomiu, ale to jakoś ogarnę. Przynajmniej tak mi się wydaje, że to ogarnę, bo kolejny wyjazd już w piątek.
Wiadomym jest, ze w dobie fotografii cyfrowej i ogólnego dostępu do multimediów dokumentuje się wszelkiego rodzaju wydarzenia z życia. My również to robimy, ale staramy się nie pstrykać zdjęć bez sensu, ani krecić wszystko jak leci. Z drugiej strony - nauczeni doświadczeniem poprzednich wyjazdów, chcemy mieć materiału filmowego jak najwięcej, zeby było z czego sklejać film (robi to Damian, dla mnie to jeszcze wyższa szkoła jazdy).

moje narzędzie pracy
Do Radomia przygotowaliśmy się dość solidnie, ja pożyczyłam inny aparat z większym obiektywem, zabraliśmy nasz aparat, kamerę GoPro. Ogólnie mieliśmy zarysowany plan nagrań i fotografii. JA jeszcze uczyłam się Canona, jak go ustawiać w trybie manualnym, na co zwracać uwagę, jak posługiwać sie większym obiektywem. W niedziele nie jeździłam, wiec spokojnie mogłam pstrykać.
- I nie musisz mi robić zdjęć, dość już ich mam - Dawca ukierunkowuje moje działania - Masz oko do zdjec z padoku, do wyłapywania ciekawych ujęć. No i filmy
- Jasne...juz widzę jak na 500 zdjec nie będziesz na ani jednym - odpowiadam z lekką złośliwością - Słysze te marudzenia..
- Wcale nie marudzę - spojrzenie jednak mówi wiele za siebie.
Przyjeżdżamy na tor, piękny zachód słońca, wyciągam moją ściągę z parametrami, pierwsze zdjęcie.....i pierwsze prześwietlenie. Później za ciemne. No przecież nie pójdę na automacie. Zatem -  telefon do przyjaciela. Od razu dokonuje korekty. OK, jakoś sobie poradzę.
romatyczne zdjecie wykonane przez Dawcę
Pierwszy dzień jeździłam i nie miałam za bardzo czasu skupiać się na zdjęciach, robiłam gdy miąłm czas. Ale drugi dzień to już moja praca.
- Posłuchaj, bo teraz bedę CI tłumaczył - głos Dawcy zapowiada, ze mam sie skupić
- Słucham Cię całą sobą - odpowiadam z nutką złośliwości
- No nie śmiej się, bo mówisz: tak wiem, wiem, gdzie mam filmować, a później jest nie tak - Dawca zaczyna się irytować
- Ja się nie śmieje, ja się uśmiecham - czy słychać w moim głosie, ze zaczynam zmieniać się w Mała MI? Chyba tak
- Jak Ci tłumaczę, to słuchaj. Bo potem będzie materiał do ...
- Do zmontowania - chyba ta Mała Mi za bardzo jest widoczna, bo poważnieje - No to gdzie sobie życzysz te kamerkę?
- Tam ja postawisz na tamtym winklu - wskazuje dłonią kierunek bliżej nieokreślony kierunek, miejsce toru składające się z kilku winkli - Ale żeby on był na apeksie (cokolwiek to znaczy), albo zaraz za nim.
- Czyli gdzie mam go postawić?
- No mówiłem: nie słuchasz mnie! - Dawca już lekko podnosi głos - Zostaw, ja sobie to sam nagram
- I to będzie cud na miarę światowa: będziesz ustawiał kamerkę, nagrywał i równocześnie jeździł jak szatan na torze. Planujesz się sklonować, czy przepuścić, przez ksero? - pytam z troską
Ale obrażona mina Dawcy mówi wiele za siebie. Ja nie wiem, czy Ci motocykliści są zawsze tacy nabzdyczeni?
- Dobra..- zaczynam z westchnieniem i sięgam do mojej przepastnej torby, wyciągam wydruk nitki toru - pokaz mi na schemacie, gdzie mam ci ustawić tę kamerę?
Dawca zerka na mape, ale chyba jeszcze nie ma tak szybkiego przeskoku myśli
- Bo gdybyś ustawiła to na apeksie, to można by zrobić później slow - motion jak najeżdżamy i schodzimy na kolano - zaczyna się nakręcać i używać szyfru dla mnie niezrozumiałego - ale dobrze by było jeszcze jedno ujecie, jak wychodzimy z zakrętu i Ty nas bierzesz od tyłu..
- Na litość pańską..gdzie ma postawić tę kretyńską kamerkę - przerywam - konkretnie, proszę mi zaznaczyć miejsce. I bez posługiwania sie szyfrem motocyklistów.
Dawca patrzy na mnie, na wydruk a później pochyla się i wskazuje, gdzie chce ja mieć? I czy nie można było tak od razu - konkretnie, z zaznaczeniem na mapie? Juz nie dodam, ze w międzyczasie dokonał kompletnego zmiażdżenia wcześniej nagranego materiału filmowego, stwierdzając, ze nie to chciał, ale trudno.
A we mnie odezwała się dusza wiedźmy i oczyma wyobraźni widziałam stos z nim.
Jednak widok szczęki, którą zbiera z podłogi, gdy analizował nagrany materiał rekompensował wszystko.





sytuacje z toru Radom lipiec 2019r.
Ja sama napstrykałam ok 1000 zdjęć, zrobiłam ok 200 km chodząc, po torze, przebiegając przez nitke toru, narażając swoje życie. Obrabianie i znowu komentarze.. Choć z drugiej strony: przy okazji nauczyłam się ustawiać wielkości, sprawdzać kompresje i co najważniejsze: posługiwać sie Photoshopem.
moje ćwiczenia z photoshopem
Dodam, ze ja też byłam fotografowana. Przez Dawce. Czy muszę dopowiadać, ze część zdjęć trzeba było ratować?

ratowane zdjecie przeze mnie
Ale to ja sie nie skupiam :) A moje zdjęcia nawet nawet się udały.
Każdy wyjazd to nowe doświadczenie, nowe doznania. Przekomarzanie się i czasami chęć udowodnienia, że "wiem lepiej". Ale i tak w efekcie dogadujemy się i jest tak, jak każde chce. Bo na tym polega życie. Na kompromisie i tolerancji.

Przypominam, ze wszelkie podobieństwo do żyjących osób jest zamierzone i tendencyjne.
Zdjęcia (i to nie wszystkie) można znaleźć pod tym linkiem. I jeszcze tym.
Natomiast film, zmontowany przez Dawcę, gdzie dość sporo jest materiału nakręconego przeze mnie (z narażeniem życia), jest dostepny tutaj

środa, lipca 17, 2019

Stary Kisielin 2019r. - po raz drugi. Czerwiec 15/16

Stary Kisielin 2019r. - po raz drugi. Czerwiec 15/16
Torowanie rozwija się pełną parą. Niestety, ja nie mogę w nim uczestniczyć, bo mam zobowiązania ze studentami. Tylko do Trzinca mogłam przyjechać prosto po zajęciach.
Ale na ten wyjazd przygotowywaliśmy się dość długo.
Dodatkowo - ja wpadłam na genialny a jednocześnie szalony pomysł, ze przecież: dlaczego nie? I zgłosiłam się na jeden dzień torowania. Ja!, która może wszystkiego z miesiąc jeździ po placu manewrowym. Dziele się ta wiadomością z Patrycją - moja koleżanką. Jej mąż i Damian to nierozłączni przyjaciele. Wiemy już, ze jeśli właśnie namiętnie rozmawiają przez komunikatory - to na pewno ze sobą. Patrycja zastanawia się tylko chwilę i.... decyduje się również. Dopiero później zastanawiamy się, co myśmy takiego zrobiły. Ale trudno. Zapłacona zaliczka - jedziemy. Podzieliliśmy sie zadaniami, ja załatwiłam noclegi (tam gdzie ostatnio - polecamy). Im bliżej wyjazdu, tym atmosfera stawała się bardziej nerwowa. Czy uda sie wszystko poorganizować, czy wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik, czy nic nam nie wyskoczy?
I wreszcie piatek, dzień wyjazdu. Łukasz i Patrycja odbierają mnie z pracy, jedziemy po Damiana i przyczepę z moto. Ruszamy.
Do Kisielina droga dla nas już znana. Na miejscu rozpakowujemy się a my z Patrycją idziemy na odprawę. I tak czeka nas obejście toru w sobotę o jazdy.

SZKOLENIE, JAZDY/SOBOTA, NIEDZIELA
Budzimy się o 5 rano. Mordercza godzina, ale aby zdążyć na 7 na tor trzeba, wstać wcześniej. Przygotowujemy śniadanie, kanapki na cały dzień, bo co prawda w cenie jest wyżywienie, ale lepiej mieć więcej kanapek w sakwie.



Obejście toru, krok po kroku, zakręt po zakręcie Mirek Bożek tłumaczy, jak należy jechać, jak wchodzić w zakręt, jaką przyjąć pozycję, kiedy dodawać gazu.
 czekamy na wyjazd na tor
Szybkie przebranie się i już wyjeżdża nasza grupa D. Jesteśmy pierwszy raz na torze, wiec normalne jest, że jesteśmy w najniższej grupie. Mamy 6 sesji. W każdej wykonujemy inne ćwiczenie: Jazda jedna ręką, schylanie sie w zakręcie, leżenie na baku i pokonywanie zakrętów, gonienie "ducha".
Obserwują nas instruktorzy i pokazują, co należy korygować.
instrukcje na torze
instrukcje Duszana
 Ja mam do poprwy szybkość - mam odkręcać manetkę. 
Mój ulubiony, szeroki zakręt
Ale szczerze mówiąc - boję się tego. Boję się, ze nie zdążę sie zatrzymać, ze wylecę (to chyba uraz po Czyżoringu, gdzie wyleciałam na łuku, wbiłam się w gokarta i wyleciałam jak z procy z moto).
Patrycja z prędkością nie ma problemu, ale musi więcej skupić się na ćwiczeniu pozycji, na pochylaniu.
jazda jedną ręką
Przydarza jej się też mały wypadek - na zakręcie podchodzi jej pod łokieć drugi motocyklista. To powoduje, że wyjeżdża na pobocze (na tarkę). Utrzymuje jednak równowagę, zatem nie ejst źle. Mijam ją, pytam gestem, czy wszystko ok? Potwierdza.
Muszę też pilnować czasu, bo zmieniamy się z Damianem moto i zaraz po jego zjeździe ja siadam na Ninje w padoku.

Czekanie w pit line na wjazd 
Nasi panowie jeżdżą dwa dni. Patrycja w sobotę, ja początkowo tez miałam jeździć tylko w sobotę, ale dokupiłam niedzielę (jeśli są wolne miejsca można z tego skorzystać). Cena za dzień wynosi 370 złotych. Czy drogo? hmmm, to kwestia dyskusyjna. W cenie jest sześć sesji po 20 minut. Uczestnicy są podzieleni na grupy, w zależności od swoich umiejętności. Najniższa to grupa D, później C. Grupa B to już półzawodnicy, a A to już "waryjoty, które jeżdżą bez opamiętania".
Dwie najniższe grupy mają szkolenia, instruktorzy obserwują uczestników w trakcie jazdy i na bieżąco korygują błędy.

nawet nabieram prędkości

dla mnie wersja hard-core.... jazda bokiem
I taka mała dygresja - w niedzielę przyjechali motocykliści "na blachach". Czyli mają prawo jazdy, jeżdżą drogami. Zgłosili się do grupy D. No cóz... jakoś albo im sie nie chciało, albo uważali, ze sa lepsi i nie starali się wykonywać zadań. Po prostu - przyjechali "ciorać" na torze. I jakież było ich zdziwienie, gdy co chwile byli ściągani przez instruktorów, dla korygowania swoich błędów.
No bywa. Nie zostali do konca, nie oglądali wyścigów, dekoracji. Szkoda.
Co jeszcze jest w cenie? Wyżywienie - śniadanie, obiad i kolacja, kawa i herbata w ilościach hurtowych, owoce, drobne ciasteczka. Dodatkowo ubezpieczenie i całodzienna opieka medyczna.
Wydaje mi sie, ze cena jak najbardziej adekwatna do oferty.
Szkolenie organizowane jest przez Duszanteam ma na celu nauczenia techniki jazdy, korygowania błędów (a to jest baaardzo trudne), doskonalenia nabytych umiejętności. Jednak przede wszystkim - nawiązywania nowych znajomości, dobrej zabawy i rewelacyjnie spędzenia czasu wolnego.
I tak też jest.
Nie brak tez wypadków. Są lekkie szlify, gdzie motocykliści nie zapanowali nad maszyną wchodząc w zakręt, ale jest i poważny wypadek - koziołkowanie i złamanie kości udowej w okolicy miednicy. Oczywiście -a na torze zawsze jest karetka z ratownikami medycznymi. Organizator o to zadbał.
Dzień kończy się tradycyjnie wyścigiem klasy B i A - emocje jak na jagodach.
zawodnicy przed startem - grupa B
Ponieważ my z Patrycją  juz mamy wolne, dokumentujemy to wydarzenie medialnie. Ja ogólnie robię zdjęcia w przerwach między jazdami. Lubię to robic i fotografuję nie tylko naszą ekipę, ale i padok, innych motocyklistów.

fryzura musi być
uwodniamy się - temperatura ok 36 stopni

padok - przed startem do kolejnej sesji
Trochę obawiałam sie tego wyjazdu. Pierwszy raz na torze, pierwszy raz cwiczenie, wykonywanie zadań. Było warto. Kurs prawa jazdy przygotowuje do zdania egzaminu, jazda po drodze nie daje takich emocji. Tor pozwala na odkrycie swoich możliwości
Wiecej zdjec z wyjazdu można znaleźć na google photo
Polecam również film z wyścigu motocykli klasy Open 300 grupy A
Copyright © 2016 road 4 two , Blogger