Uporałam się z zapisem wyjazdu do Kisielina, zatem czas na Radom.
Odstęp miedzy wyjazdami wynosił miesiąc, w sam raz, aby przeanalizować poprzedni i przygotować się do kolejnego. To juz był czas lipcowy, wiec spokojnie mogłam przygotować wszystkie potrzebne rzeczy na wyjazd.
- Właśnie zauważyłam, ze jakoś nigdy nie piszę, co zabieramy ze sobą. Czas to nadrobić. Ale to później-
Damian wykupił cały weekend, pracuje na punkty, wiec dla niego każdy wyścig cos znaczy. Ja tylko jeden dzień - drugi mogłam spokojnie poświecić na robieniu zdjęć. Jechaliśmy sami - znajomi mieli do nas dołaczyc w sobotę rano.
Jechaliśmy sobie Kangurkiem ciągnąc za sobą przyczepę, a na niej dwie Ninje. Zatrzymaliśmy się na trasie na kawę, ja swoja wylałam - nie wiem jak. Ale co tam...uczyłam się posługiwania nowym aparatem (pożyczonym) z teleobiektywem. A ponieważ podchodziłam ambicjonalnie - ustawiałam co chwile ISO, przesłonę i czas naświetlania. W końcu muszę nauczyć się posługiwać ustawieniami manualnymi.
Tor w Radomiu jest praktycznie w mieście, zatem noclegów tez szukałam w miarę blisko. Znalazłam je w dość sympatycznym miejscu Pod wieżą. Koszt od osoby - 45 złotych za noc. Czysto, wręcz sterylnie czysto, kuchnia w pełni wyposażona - czegóż chcieć więcej? Są to noclegi pracownicze, ale właściciel bardzo pilnuje, aby nie zniszczono mu opinii. My byliśmy bardzo zadowoleni.
Sam tor to precelek. Tzn tak go nazwaliśmy, bo z góry przypomina precelek.Ale przez to dla mnie był wspaniałym torem. Znowu grupa D, znowu ćwiczenia. Mam jechać bokiem na moto..za żadne skarby świata. Nie wsiądę, ale przede wszystkim - nie utrzymam, gdy będę zsiadała. Jednak jest to zadanie dla mnie do nauczenia się.
Drugi dzień, to bieganie po torze i fotografowanie. Ale to już opisałam we wpisie: Zdjecia i filmy. Czyli jak to jest żyć z motocyklistą
Odstęp miedzy wyjazdami wynosił miesiąc, w sam raz, aby przeanalizować poprzedni i przygotować się do kolejnego. To juz był czas lipcowy, wiec spokojnie mogłam przygotować wszystkie potrzebne rzeczy na wyjazd.
- Właśnie zauważyłam, ze jakoś nigdy nie piszę, co zabieramy ze sobą. Czas to nadrobić. Ale to później-
Damian wykupił cały weekend, pracuje na punkty, wiec dla niego każdy wyścig cos znaczy. Ja tylko jeden dzień - drugi mogłam spokojnie poświecić na robieniu zdjęć. Jechaliśmy sami - znajomi mieli do nas dołaczyc w sobotę rano.
Jechaliśmy sobie Kangurkiem ciągnąc za sobą przyczepę, a na niej dwie Ninje. Zatrzymaliśmy się na trasie na kawę, ja swoja wylałam - nie wiem jak. Ale co tam...uczyłam się posługiwania nowym aparatem (pożyczonym) z teleobiektywem. A ponieważ podchodziłam ambicjonalnie - ustawiałam co chwile ISO, przesłonę i czas naświetlania. W końcu muszę nauczyć się posługiwać ustawieniami manualnymi.
Tor w Radomiu jest praktycznie w mieście, zatem noclegów tez szukałam w miarę blisko. Znalazłam je w dość sympatycznym miejscu Pod wieżą. Koszt od osoby - 45 złotych za noc. Czysto, wręcz sterylnie czysto, kuchnia w pełni wyposażona - czegóż chcieć więcej? Są to noclegi pracownicze, ale właściciel bardzo pilnuje, aby nie zniszczono mu opinii. My byliśmy bardzo zadowoleni.
Sam tor to precelek. Tzn tak go nazwaliśmy, bo z góry przypomina precelek.Ale przez to dla mnie był wspaniałym torem. Znowu grupa D, znowu ćwiczenia. Mam jechać bokiem na moto..za żadne skarby świata. Nie wsiądę, ale przede wszystkim - nie utrzymam, gdy będę zsiadała. Jednak jest to zadanie dla mnie do nauczenia się.
ludzikowe kaski
Tym razem ja jestem już po Trzyincu, już przestaję sie bać innych uczestników. Nawet wyprzedzam i wchodzę pod łokieć. Mam też aplikację, która liczy mi szybkość okrążeń i o dziwo - każde kolejen jadę szybciej. Sama nawet czuję, ze zaczynam nie tylko pochylać moto, ale powoli schodzić półdupkiem. Nie zwisam, ale już powoli, powoli... Jest progres.Drugi dzień, to bieganie po torze i fotografowanie. Ale to już opisałam we wpisie: Zdjecia i filmy. Czyli jak to jest żyć z motocyklistą
Mirek, pozujący do zdjecia

















