wtorek, lutego 05, 2019

Bałkany 2017 - Dzień piaty. Sarajevo, cały dzień. Śladami wojny

Bałkany 2017 - Dzień piaty. Sarajevo, cały dzień. Śladami wojny
31 lipca 2017r.
Wyjątkowo budze się pierwsza. Nie daje mi spac myśl o przepierce, absolutnie nie chcę, aby to robiła nasza Oma. Starsza Pani ma prać moje rzeczy a ja mam się lenić? Niedoczekanie. Robię przepierkę i wieszam nasze rzeczy na tarasie. Spokojnie - wyschną do południa. Oczywiście widzi to nasza Oma i jest "oburzona" - przecież mówiła, ze ona to zrobi.
Wstajemy, jemy śniadanie (pomidory to zbawienie w tym cieple), ustalamy kolejność zwiedzania. Dziś trasa: śladami wojny.
Zaczynamy od Białej Twierdzy. A w zasadzie od jej ruin. Widzieliśmy ją już wczoraj, a szczególnie flagę Bośni i Hercegowiny, która dumnie powiewała nad miastem. Taki symbol niezwyciężenia. Wspinamy się do twierdzy. I znowu panorama Sarajewa, uliczki wąskie, że nie zmieszczą dwóch wymijających się samochodów.
wspinamy sie do Białej Twierdzy
panorama miasta
Kolejny urok jakie miasto rzuciło na nas. Podobnie sama twierdza. Z jednej strony widzimy miasto z drugiej wąwóz między górami. Powietrze nagrzane, lekko drga jednak potrafimy dostrzec odległe szczegóły drogi. I znowu zmieniamy się w turystów japońskich. Swoją drogą czekam, kiedy braknie nam miejsca na karcie pamięci i w telefonie.


 Wąwóz wyjazdowy z Sarajewa
Flaga Bośni i Hercegowiny - piekny symbol miasta
Schodzimy. Jeszcze do kwatery zanieść poranne zakupy a później już do miasta. Damian idzie przez cmentarz - nagrywa film, ja drogą obok. Mam sandałki, ale bruk po którym idę jest wyślizgany. Łatwo o pośliźniecie. Niewiele myśląc zdejmuję je i pomykam na boso. Wiem, ze niżej jest ujecie wody i będę mogła spokojnie obmyć stopy. Tam tez spotykamy się z Damianem i już idziemy razem.


Trasa podobna - Baščaršija, tu Damian nagrywa podjeżdżające tramwaje, a później już kierujemy się w stronę Katedry Serca Jezusowego. 
 róża Sarajewa przy katedrze

Tam pojawiły się pierwsze róże Sarajewa. Przykre jest to, że w mieście co chwilę mają miejsce remonty chodników i siłą rzeczy róże są niszczone. Później już nie wracają na swoje miejsce. Choć mieszkańcy nie zgadzają się z taką polityką miasta.
Odpoczywamy chwilę w cieniu i ruszamy dalej. Idziemy w stronę Gradskiej tržnica Markale,miejsca gdzie miało miejsce jedno z pierwszych ostrzelań ludności cywilnej w wojnie domowej. 
wejscie do targowiska - luksusowego targowiska
Dziś to miejsce tętni życiem, można zakupić w nim przede wszystkim produkty lokalne (pyszne - szczególnie szynka długo dojrzewająca i kajmak...oczywiście kupiliśmy "na smak").
Kilka zdjęć i kolejny punkt - tym razem Wieczna Watra. Płomień, który upamiętnia ofiary II wojny światowej
Płonie nieprzerwanie od 1945r. Kolejny przykład, ze miasto pamięta o swoich bohaterach bezimiennych.
I to nie tylko tych dorosłych, potrafiących nosić broń. Idziemy teraz ulicą Tita do parku, gdzie postawiono fontannę i ...nie wiem jak to nazwać. To miejsce w którym uczczono ofiary małych dzieci, które zginęły w czasie wojny  domowej.

Fontanna i jej obramowanie
Park w przy wejściu do niego fontanna. Jej obrzeżenie ma odciśnięte małe stopki. I obok metalowe walce, kilka. Na nich wypisane imiona i nazwiska dzieci. Chwila zadumy.
Odpoczywamy w cieniu, posilamy się (jogurt i owoce) i ruszamy dalej - Aleja Snajperów. To już nowa część miasta. Szeroka ulica, wspaniałe miejsce do szukania ruchomych celów. 
Aleja Snajperów - nowa część miasta
I znowu róże, obelisk poświęcony zastrzelonemu siedmiolatkowi. A dookoła miasto tętni życiem i płynie czas dalej. Wracamy. inną drogą, nie tak reprezentacyjną. Słonce daje znać o sobie, szukamy cienia przy domach.
Mieszkańcy Sarajewa pamiętają o bohaterach, ale pamiętają o decyzjach z konferencji w Dayton. I dają temu niezadowolenie publicznie. Wojna to okrucieństwo. I odczuwają to okrucieństwo przede wszystkim cywile. 



Wracamy wzdłuż rzeki, mijamy ciekawe mosty spinające dwa brzegi. Jeden z nich projektowany wespół przez tego Eiffla. a drugi naprzeciwko wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu w Sarajewie. 

Znowu Stare Miasto. Rozglądamy się za miejscem, gdzie będzie można zjeść lekki obiad. Znajdujemy takie miejsce. Zamawiamy sarmę (na pół!) i sałatkę pomidorowo - ogórkową. Do tego pieczywo, jogurt, kawa i cola. 

I znowu płacimy śmieszne pieniądze. Staramy się w posiłkach naśladować mieszkańców Bałkanów. Jemy powoli i pogadujemy, odpoczywamy, obserwujemy innych.  
Zbieramy się z miejsca.Ja chce zobaczyć główny meczet - Gazi Husrev-bega. wchodzimy na plac meczetu, siadamy na kamiennym murku. Obserwujemy wiernych i zwiedzających.
Wśród wiernych oczywiście podział - osobno kobiety, osobno mężczyźni. Ale ich pobyt tu to bardziej spotkanie a nie modlitwa. Forma wyciszenia się, odpoczynku, porozmawiania ze 
znajomymi.
Badziag na fontannie


rytuałna fontanna i arkady przed meczetem - męska cześć
muzułmanka przed fontanna...a nie, to JA
Meczet można zwiedzić, ale za opłatą i w stosownym stroju. Jestem na to przygotowana (w przeciwieństwie do innych turystek, które otrzymują w kasie szal i abayę). Płacę te 3 KM i wchodzę. Zostawiam sandałki przed wejściem. 

wnetrze meczetu
W samym meczecie - noooo pięknie. Ale turyści...niektóre dzieci powinno się trzymać na smyczy. Ja wiem, że bezstresowe wychowanie, ale turlanie się po kobiercach, pokrzykiwanie... I to Polacy. Chyba zacznę rozmawiać z Damianem po angielsku.Wracam na plac meczetu. Jakie jest moje zdziwienie, gdy widzę Damiana siedzącego sobie wygodnie na macie
- Skąd to masz? - pytam i siadam obok
- A chodził tu facet i dostałem, żeby mi było wygodnie - wyjaśnił spokojnie
Siedzimy i obserwujemy zwiedzających, modlących się. Nie chce nam się iść dalej, jest nam tu dobrze. Odpoczywamy. Ale tez nie będziemy siedzieć tu wiecznie. Wychodzimy. Znowu po Baščaršiji, trochę chaotycznie: Dugi bezistan
znowu Katedra Serca Jezusowego (tu natykamy się na grupę Polaków, którzy nie potrafią rozpoznać co to za postać przed katedrą - wstyd..przecież tak charakterystyczna postać w rozwianej sutannie, podparta pastorałem...patrioci). Kawa i lody, znowu lektura przewodnika.
 I wreszcie decyzja, ze trzeba by kupić pamiątki dla bliskich. Łatwo postanowić, trudniej zrealizować. Bo na straganach, jak w całym świecie, badziew przerozmaity. Ale coś tam wybieramy. Kierujemy się do naszej dzielnicy. Jeszcze tylko zakupy na jutrzejsze śniadanie i spóźniony obiad. Odnajdujemy przyjemną restauracyjkę obok ratusza, obsługuje nas sam właściciel (Pańskie oko konia tuczy), ale posiłek, który dostajemy, jest rewelacyjny (bierzemy małe porcje czewapi - 3,5KM, sałatkę z pomidorów i ogórków, jogurt i piwo).
Idziemy na wzgórze, gdzie mieszkamy, ponieważ:
1. chcemy usłyszeć modlitwę muzułmanów po zachodzie słońca,
2. Damian nagle odkrył, ze jest zachód słońca i trzeba go sfotografować.
Udaje nam się to zrealizować, modlitwa jest sama w sobie ekscytująca. Jednak choć trochę orientu udaje nam się poznać tu w Europie.
Będzie nam trudno wyjechać z Sarajewa. Zachwyciło nas to miasto, urzekło. Ze stolic, które mieliśmy okazję zobaczyć jest "number one" i na pewno tu wrócimy.

niedziela, lutego 03, 2019

Bałkany 2017 - Dzień czwarty - popołudnie w Sarajevie

Bałkany 2017 - Dzień czwarty - popołudnie w Sarajevie
Prysznic, rozpakowanie rzeczy, przygotowanie mojej nieśmiertelnej torebki, plecaka i ruszamy. Oczywiście, idziemy na "czuja". Ale i tak okazuje się, ze wybieramy właściwa drogę. Już po przejściu kilkunastu metrów ukazuje się nam panorama Sarajewa.

selfie z miastem w tle
Będzie nam ona towarzyszyć co krok i za każdym razem zachwycać. Jej nie sposób opisać, ją trzeba zobaczyć. Podobnie jak samo miasto - zarówno starą i nową część. Dochodzimy do Żółtej Twierdzy. Robimy kilka zdjęć i schodzimy do miasta (nie wiem, czy wspominałam, ze Sarajewo jest otoczone wzgórzami).Idziemy przez mizar. W Sarajewie jest wiele mizarów, ale ten jest szczególny. To tu pochowany jest Alija Izetbegović. On jak i wielu muzułmanów, którzy zginęli w trakcie trwania wojny domowej. Zgodnie z tradycją groby muzułman nie są przekopywane, a w czasie wojny zabitych grzebano, gdzie tylko było miejsce - na skwerach, boiskach, parkach.

nagrobki
kopuła - miejsce pochówku Izedbegovicia
Jednak miasto żyje swoim życiem. Schodzimy na BaščaršijaI charakterystyczny punkt targu - studnia Seblij. Chłoniemy atmosferę, staramy nie skupiać się na uliczkach z kramami (och jak musiałam walczyć ze swoją kobiecą naturą), ale to jest silniejsze od nas.
 jedna z uliczek

 gołębie, studnia Seblij, ja, Damian...


uliczki targu...słońce daje nieźle, dlatego wiąże turban
 muzułmanki na plotkach przy kawie

uliczka przy której zjemy obiad? kolację?
Jednocześnie szukamy miejsca, gdzie moglibyśmy cos zjeść. Z tym nie ma problemu, bo co krok napotykamy na restauracyjkę, ale teraz zaczynamy podgrymaszać. Wybieramy ostatecznie restauracje Dveri i trochę szalejemy. 

 napoje życia...
 nasz posiłek
Należy się nam po upalnym dniu jak psu buda. Zamawiamy obiad (oczywiście znowu każde coś innego), do tego kawę boszniacką, piwo, jogurt. I płacimy ok 25 KM.
Jednocześnie Damian usiłuje zrobić zdjęcie muzułmankom, które są całkowicie zakwefione. 
muzułmanka ortodoksyjna
 Ciekawi go tez, jak radzą sobie z piciem kawy. Zostaje mu to wynagrodzone, bo w jednej z kawiarni widzimy jak własnie taka muzułmanka pije kawę - po prostu lekko unosi kwef i raczy się czarnym napojem. Jak widać - dla kobiet nie ma rzeczy niemożliwych.
Zmęczenie daje znać o sobie, wracamy na naszą kwaterę, ale jeszcze po drodze idziemy na most łacinski a później na zakupy jedzeniowe.
 jakiś meczet... chyba Ferhadija

 meczet Bakr - babina
 pawilon muzyczny

most łaciński
ja, nad rzeką
 tu natykamy się na słynne "róże Sarajewa" - miejsce po wybuchu pocisku, gdzie ktoś zginął. Jednak nie uniknie się symboli wojny. Miasto tez pamięta o mieszkańcach.

róże Sarajeva - robią wrazenie
Wspinamy się na wzgórze Kovaci. Jeszcze ostatnie spojrzenie w tym dniu na miasto, kilka zdjeć

powrót na kwaterę
Nasza kwatera, prysznic, taras. Czytanie przewodnika, ustalanie trasy na jutrzejszy dzień, nanoszenie jej na mapkę oglądanie filmu dokumentalnego na YT o wojnie w dawnej Jugosławii. Zmierzch sobie zapadł i nagle, po 20 dobiega do ans charakterystyczny zaśpiew. To muezini nawołują wiernych do modlitwy. Czy nam przeszkadza? Absolutnie! Wsłuchujemy się w melodię i wiemy, że to miasto jeszcze nas mile zaskoczy. Ten śpiew to integralna część Sarajewa. Naszego Sarajewa.
Copyright © 2016 road 4 two , Blogger