niedziela, lutego 03, 2019

Bałkany 2017 - Dzień czwarty - popołudnie w Sarajevie

Prysznic, rozpakowanie rzeczy, przygotowanie mojej nieśmiertelnej torebki, plecaka i ruszamy. Oczywiście, idziemy na "czuja". Ale i tak okazuje się, ze wybieramy właściwa drogę. Już po przejściu kilkunastu metrów ukazuje się nam panorama Sarajewa.

selfie z miastem w tle
Będzie nam ona towarzyszyć co krok i za każdym razem zachwycać. Jej nie sposób opisać, ją trzeba zobaczyć. Podobnie jak samo miasto - zarówno starą i nową część. Dochodzimy do Żółtej Twierdzy. Robimy kilka zdjęć i schodzimy do miasta (nie wiem, czy wspominałam, ze Sarajewo jest otoczone wzgórzami).Idziemy przez mizar. W Sarajewie jest wiele mizarów, ale ten jest szczególny. To tu pochowany jest Alija Izetbegović. On jak i wielu muzułmanów, którzy zginęli w trakcie trwania wojny domowej. Zgodnie z tradycją groby muzułman nie są przekopywane, a w czasie wojny zabitych grzebano, gdzie tylko było miejsce - na skwerach, boiskach, parkach.

nagrobki
kopuła - miejsce pochówku Izedbegovicia
Jednak miasto żyje swoim życiem. Schodzimy na BaščaršijaI charakterystyczny punkt targu - studnia Seblij. Chłoniemy atmosferę, staramy nie skupiać się na uliczkach z kramami (och jak musiałam walczyć ze swoją kobiecą naturą), ale to jest silniejsze od nas.
 jedna z uliczek

 gołębie, studnia Seblij, ja, Damian...


uliczki targu...słońce daje nieźle, dlatego wiąże turban
 muzułmanki na plotkach przy kawie

uliczka przy której zjemy obiad? kolację?
Jednocześnie szukamy miejsca, gdzie moglibyśmy cos zjeść. Z tym nie ma problemu, bo co krok napotykamy na restauracyjkę, ale teraz zaczynamy podgrymaszać. Wybieramy ostatecznie restauracje Dveri i trochę szalejemy. 

 napoje życia...
 nasz posiłek
Należy się nam po upalnym dniu jak psu buda. Zamawiamy obiad (oczywiście znowu każde coś innego), do tego kawę boszniacką, piwo, jogurt. I płacimy ok 25 KM.
Jednocześnie Damian usiłuje zrobić zdjęcie muzułmankom, które są całkowicie zakwefione. 
muzułmanka ortodoksyjna
 Ciekawi go tez, jak radzą sobie z piciem kawy. Zostaje mu to wynagrodzone, bo w jednej z kawiarni widzimy jak własnie taka muzułmanka pije kawę - po prostu lekko unosi kwef i raczy się czarnym napojem. Jak widać - dla kobiet nie ma rzeczy niemożliwych.
Zmęczenie daje znać o sobie, wracamy na naszą kwaterę, ale jeszcze po drodze idziemy na most łacinski a później na zakupy jedzeniowe.
 jakiś meczet... chyba Ferhadija

 meczet Bakr - babina
 pawilon muzyczny

most łaciński
ja, nad rzeką
 tu natykamy się na słynne "róże Sarajewa" - miejsce po wybuchu pocisku, gdzie ktoś zginął. Jednak nie uniknie się symboli wojny. Miasto tez pamięta o mieszkańcach.

róże Sarajeva - robią wrazenie
Wspinamy się na wzgórze Kovaci. Jeszcze ostatnie spojrzenie w tym dniu na miasto, kilka zdjeć

powrót na kwaterę
Nasza kwatera, prysznic, taras. Czytanie przewodnika, ustalanie trasy na jutrzejszy dzień, nanoszenie jej na mapkę oglądanie filmu dokumentalnego na YT o wojnie w dawnej Jugosławii. Zmierzch sobie zapadł i nagle, po 20 dobiega do ans charakterystyczny zaśpiew. To muezini nawołują wiernych do modlitwy. Czy nam przeszkadza? Absolutnie! Wsłuchujemy się w melodię i wiemy, że to miasto jeszcze nas mile zaskoczy. Ten śpiew to integralna część Sarajewa. Naszego Sarajewa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 road 4 two , Blogger