W zeszłym roku (choć zapewne wcześniej to było) Damian zakupił BMW X - challenge. Jesooo...jakie to enduro było brzydkie. Tym bardziej, ze byłam przywiązana emocjonalnie do Suzi i uważałam, ze w ten sposób zdradził dziewczynkę, która nam tak świetnie służy. Od razu nazwałam go Helmutem.
Miał być przeznaczony do ciorania i wyjazdów takich...no w głuszę, dzicz i co tam jeszcze. Sceptycznie podchodziłam do projektu, ale starałam się nie krytykować pomysłu. Starałam się. Do Helmutka trzeba było dorobić podnóżki dla mnie, a w niedalekiej przyszłości - stelaż na bagaże, bo inaczej kufry spalą się od rury wydechowej.Podnóżki były najszybciej zamontowane i 22 kwietnia postanowiliśmy sprawdzić maszynę.
Pustynia Błędowska
Wybór padł na trasę do Pustyni Błędowskiej od strony punktu widokowego Dąbrówka. Można na nią wjechać, podziwiać z punktu widokowego. Moim zdaniem ciekawsze miejsce niż Czubatka. Dodatkowo - Helmut miał sesje zdjęciowa. Nie wiem, dlaczego, jemu nic nie pomoże.Pykaliśmy sobie nie za szybko - ostatecznie to nie ścig, ani turystyk, ale można było wytrzymać. Jedynie dyskomfort był odczuwalny ze względu na opony - typowo na teren, a nie asfalt
Helmut i Dawca
Dawca miał dobry humor i udało się zrobić zdjęcie wspólne. Nie wiem, chyba go lekko później piekło od obejmowania mnie :)
sesja zdjęciowa...
Później pojeździliśmy po okolicy. I wszystko byłoby dobrze, gdybym nagle nie zaczęła się zastanawiać: "Czy wyłączyłam płytę z pieczenia?" i jak bardzo będzie Dawca wściekły, gdy zastaniemy dom w ruinie.
Jednak takie myśli potrafią skutecznie zniszczyć wyjazd. Ale starałam się nie roztrząsać tematu i wizualizować sobie moment, ze jednak mimo wszystko wyłączyłam piec , bo nic sie nie świeciło.
W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Szopienice i kultowe miejsce - hutę Uthemanna, a konkretnie: miejsce do crossowania (dziura z której wydobywano piasek)
Hmmm..czy wspominałam cos o byciu plecakiem na ścigu? Że jakieś niewygody? No to trzeba spróbować plecakowania na enduro. To dopiero hard core.. Ale dałam radę.
A płyta była wyłączona. Niepotrzebnie się denerwowałam
Jednak takie myśli potrafią skutecznie zniszczyć wyjazd. Ale starałam się nie roztrząsać tematu i wizualizować sobie moment, ze jednak mimo wszystko wyłączyłam piec , bo nic sie nie świeciło.
W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Szopienice i kultowe miejsce - hutę Uthemanna, a konkretnie: miejsce do crossowania (dziura z której wydobywano piasek)
Hmmm..czy wspominałam cos o byciu plecakiem na ścigu? Że jakieś niewygody? No to trzeba spróbować plecakowania na enduro. To dopiero hard core.. Ale dałam radę.
A płyta była wyłączona. Niepotrzebnie się denerwowałam







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz