środa, marca 20, 2019

Sezon motocyklowy 2019r. Nowa nadzieja.

Od października do początku kwietnia to dla rasowego motocyklisty czas stagnacji, który później przeradza się w kłótnie z otoczeniem. I wówczas najlepiej nie pytać, nie zagadywać, nie oddychać. Najlepiej się wyprowadzić.
Od początku marca zaczyna się wnikliwe studiowanie map pogody, kontrola ruchów mas powietrza, krzywej pogodowej. Powstaje nawet pomysł założenia mini stacji meteo, aby mieć wiadomości z pierwszej ręki. Pomysł ten jest oczywiście skwitowany spojrzeniem: Głupich nie sieją - sami się rodzą.
Ale wreszcie jest dzień, w którym temperatura powietrza oscyluje w okolicy 20 stopni i można gdzieś jechać. A konkretnie na tor w Trzincu.
Dlaczego tor?
Koleżanka, która jeździ ze swoim partnerem powiedziała mi kiedyś na Silesia Ring:
- Zobaczysz, jak Damian posmakuje toru, to zwykła jazda mu nie wystarczy.
I faktycznie tak jest. Na torze można:
a. wyszaleć się,
b. ćwiczyć umiejętności schodzenia na kolano
c. nie zwracać uwagi na kierowców samochodów
Ja początkowo gdy tylko zrobiła się pogoda, wierciłam dziurę w brzuchu, żeby gdzieś pojechać. Teraz juz biorę na to  na spokojnie. Choć też od czasu do czasu dopominam się o swoje.
Dlatego tez w zeszła niedziele wybralismy się na tor. Ninja po rehabilitacji (Damian kupił ją po wypadku i przez zimę dłubał przy niej), pojemność 400 zatem do sprawdzenia. Ale tym razem wzięliśmy przyczepkę i na niej umieściliśmy żabę. Jechał z nami kolega Damiana (no i mój tez) razem z żoną. Oni zabierali pit bika.


 Wyładowujemy się
W Trzincu jak w Trzincu: obok motocykli gokarty i jazda naprzemienna na torze. Zarzadzajacy torem przywitał sie z Damianem
- O nowe moto masz - przypominam, on jest Czechem i mówi po czesku, jednak na tyle rozumiemy język południowych sąsiadów- I nowe opony, uważaj, gdy będziesz jeździł na zakrętach.
Chłopaki się wyładowały, my z Patrycja poznały, ja przygotowałam sobie ustawienia w aparacie. Czas pierwszej jazdy. Łukasz nie potrafi odpalić swojego pita - trudno, rezygnuje z przejazdu. Damian ustawiony, ja lekko zagapiona, ale co tam...poszli.









jazda na torze
I jakież moje zdziwienie, gdy nagle widzę, ze na drugim zakręcie Damian zbiera sie z ziemi. Umknął mi moment ślizgu. I widzę, że ruszył, ale to nie jest jego predkosć, jedzie zachowawczo. Zatem sprawdziły sie słowa Romana - uwazaj na nowe opony.
Ja robię zdjęcia, nie marnuję czasu. Szkoda, ze nie moge wejść na tor, ale i tak wiem, gdzie stanac, gdzie wyjdą w miare fajne zdjecia.

 Zjazd z toru - przerwa
 Ninja po szlifie - teraz mozna ciorać

Plecak przy Ninji
Damian zjeżdża po pierwszej turze, opowiada co się stało, jak faktycznie nowe opony, niczym masło nie trzymały się nawierzchni. Pomaga Łukaszowi w pit biku, a później przejeżdżamy na parking obok. Tam można wypróbować i Ninje i Pita



JA (ponieważ zapisałam sie na kurs prawa jazdy kategorii A) biorę Ninja, żeby nauczyć się przeparkowac. Widzę lekkie przerażenie w oczach, ale trudno. Udaje mi się, choć nie powiem - wazy swoje.
- To teraz siadaj i jedź - zachęca Łukasz
W międzyczasie jego Patrycja już sobie kółeczkuje na parkingu. Ale pitbike to nie to samo co Ninja 400. Wiem ile wazy, potrafię odpalić, ale na jałowym biegu.
Wciskam sprzęgło, wrzucam bieg, lekko dodaję gazu i puszczam sprzęgło. RUSZYŁAM. Bardziej chyba wystraszona niz Damian. Zatrzymałam się..ale co tam. Powtórzenie czynności i...kółeczkuję i ja. Wiem..Bez kasku, ale nie przypuszczałam, że będę jeździła!

 
razem z Patrycja uczymy się jeździć
Nawet ładnie zahamowałam, choć nadal nie potrafię przywyknąć, ze hamulec mam na klamce.
Później już wracamy na tor. Łukasz z Damianem jeżdżą, idzie im to nieźle. Ja pstrykam zdjęcia, Patrycja nagrywa film. Czas mija. Chłopaki zadowolone, bo wreszcie mogą pojeździć, my również (a na pewno ja!)
Wracamy do domu złachani jak chłopy pańszczyźniane, ale wreszcie pierwszy dzień na powietrzu i tak rewelacyjnie spędzony.
No to sezon w pełni. 

A więcej zdjęć z wyjazdu można znaleźć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 road 4 two , Blogger