wtorek, marca 26, 2019

Jedziemy sobie do Krakowa....

Kolejny weekend zapowiadał się z ładna pogodą, wiec trzeba korzystac. Tor w Krakowie.
Sobota 23 marca. Pakujemy Ninję na przyczepę, swoje kombinezony do Kangura (ja zabieram swój, bo w przerwach będę sobie kółeczkowała. Tor znamy, bo juz był objeżdżony w ostatnich dwóch sezonach. Ale dziś jedzie z nami...no i tu sie zaczyna problem, jak określić koligacje rodzinne ...w każdym razie powinien mówić do Damiana "wujek", ale mówi mu na Ty. Kamil i jego dziewczyna - Róża. Chłopaki pakują się na przyczepe, my poznajemy sie z Róża i zaraz dziewczyna przypada mi do gustu - skromna, sympatyczna, miła.
Wreszcie mamy wszystko zamocowane, ustalamy jak jedziemy i ruszamy. Z racji tego, ze KAngur ciagnie dwa moto, wybieramy A4 - bramki co prawda kosztuja swoje (20 złotych jedne), ale przynajmniej droga równa i moto nam nie fiknie.


 Przyjeżdżamy na miejsce. Chłopaki bez pospiechu wypakowują moto, później idą się zarejestrować. Ja , jak zawsze, uwieczniam wszystko na kliszy fotograficzne (na karcie pamieć). Zjeżdzaja sie powoli inni motocykliści. Biegnę zapytać obługę, czy będę sobie mogła cwiczyc jazdy w przerwach- owszem mogę ale na wewnetrznym placu
 To teraz tylko odprawa, przypomnienie instruktora, jakie są zasady jazdy, jak wyprzedzać, co zgłaszać.
 Czas jazd to 15 minut z przerwami trwającymi tyle samo. Rund sa 4. Koszt dwugodzinnej jazdy to 109 złotych. Ale jest to wystarczająco, aby się zmęczyć i nacieszyć jazdą. Kamil początkowo jest ostrożny, ale po dwóch okrążeniach sie rozkręca. Róza troszeczkę się obawia, czuję to w tonie jej głosu. Uspokajam ja, zapewniam, ze jeśli polubi tor, to będzie tu wracał. A to lepsze niż jazda w mieście

 Damian i Kamil w akcji
A gdy następuje przerwa w jazdach ja zabieram Ninję i "kółeczkuję" sobie po terenie motoparku. Wrzucam biegi (dopiero teraz odkrywam, ze na blacie wyświetla mi się, jaki bieg mam wrzucony), zakręcam. Dzis mam juz kombinezon i odpowiednie buty - i tu rodzi sie problem, bo nie wyczuwam dźwigni zmiany biegów i muszę co chwilę zerkać. Ale uczę sie..niestety


 
Uczę się...


Oczywiście..daleko mi do profesjonalisty, ale co tam....dam radę
 Powinni nam zapłacić za reklame miejsca :)
Torowanie się kończy. Kamil zadowolony, Róża tez, my również, ze mogliśmy ich poznać i spędzić miło czas. Znowu procedura pakowania się, po drodze przystanek na kawę w McDonaldzie. Drugi dzień pogody, który spedziliśmy na torze. Bez żalu, ze zrezygnowaliśmy z "latania dookoła komina".
A możliwe, ze z Kamilem i Różą jeszcze wybierzemy sie na tor.

Wiecej zdjeć z wyjazdu do Krakowa znajdziesz czytelniku tutaj


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 road 4 two , Blogger